Weird Science

Pomocna dłoń chemii w rękawiczce - synteza luminolu z odpadów

Poniższy arty­kuł został opu­bli­ko­wany pier­wot­nie w cza­so­pi­śmie dla nau­czy­cieli Che­mia w Szkole (5/2023):

Ilustracja

Ples M., Pomocna dłoń che­mii w ręka­wiczce - syn­teza lumi­nolu z odpa­dów, Che­mia w Szkole, 5 (2023), Agen­cja AS Józef Szew­czyk, str. 32-41

Inną metodę syn­tezy lumi­nolu opi­sa­łem tutaj. Wymaga ona co prawda mniej zaso­bów, ale jej wadą jest znacz­nie niższa wydaj­ność niż w przy­padku pro­cesu opi­sa­nego w poniższym arty­kule.

Che­mia, jako nauka o struk­tu­rze, skła­dzie oraz prze­mia­nach mate­rii, otwiera przed nami fascy­nu­jący świat mikro- i makro­ko­smosu. To dzie­dzina, która w spo­sób nie­zwy­kły wpływa na nasze życie codzienne, ponie­waż zakres jej zain­te­re­so­wań jest szcze­gól­nie sze­roki: od pro­ce­sów zacho­dzących w orga­ni­zmach, aż po takie, które ksz­tałt­ują cały ota­cza­jący nas świat. Edu­ka­cja w dzie­dzi­nie che­mii nabiera szcze­gól­nego zna­cze­nia poprzez prak­tyczne eks­pe­ry­menty, które pozwa­lają ucz­niom na samo­dzielne doświad­cza­nie zja­wisk che­micz­nych. Dla­czego eks­pe­ry­menty w nau­cza­niu są tak klu­czowe? Odpo­wiedź tkwi w natu­rze samej che­mii, która bywa abs­trak­cyjna i trudna do zro­zu­mie­nia jedy­nie na pod­sta­wie teo­rii. Eks­pe­ry­menty pozwa­lają ucz­niom doświad­czyć za pomocą wła­snych zmy­słów, jak reak­cje che­miczne zacho­dzą w prak­tyce, jakie zmiany obser­wu­jemy oraz jakie są ich kon­se­kwen­cje. To wła­śnie przez eks­pe­ry­menty ucz­nio­wie mogą zetk­nąć się z magią che­mii i zoba­czyć, jakie potężne narzędzie nau­kowe tkwi w ich rękach.

Jed­nym z naj­bar­dziej pociąga­jących aspek­tów eks­pe­ry­men­tów che­micz­nych są reak­cje che­mi­lu­mi­ne­scen­cyjne. Te wyjąt­kowe pro­cesy wydzie­lają świa­tło w wyniku reak­cji che­micz­nych, two­rząc wido­wi­skowe efekty w ciem­no­ści. Dla nau­czy­cieli sta­no­wią one nie­zwy­kłe narzędzie dydak­tyczne, umożl­i­wia­jące zain­try­go­wa­nie ucz­niów oraz roz­bu­dze­nie ich cie­ka­wo­ści. Dla ucz­niów nato­miast, reak­cje che­mi­lu­mi­ne­scen­cyjne to nie tylko fascy­nu­jące doświad­cze­nie, ale także dosko­nała oka­zja do prak­tycz­nego zetk­nięcia się z abs­trak­cyj­nymi kon­cep­cjami che­micz­nymi, takimi jak prze­miany ener­gii na pozio­mie mole­ku­lar­nym.

Ist­nieje wiele sub­stan­cji o wła­ści­wo­ściach che­mi­lu­mi­ne­scen­cyj­nych, takich jak biała odmiana alo­tro­powa fos­foru P4, lucy­ge­nina C28H22N4O6, lofina C21H16N2, związki magnezo- i krze­mo­or­ga­niczne oraz wiele innych [1] [2] [3] [4]. Jedną z naj­bar­dziej zna­nych sub­stan­cji tego typu jest lumi­nol, który jed­nak nie należy do szcze­gól­nie pow­szech­nie spo­ty­ka­nych związ­ków che­micz­nych [5]. Oka­zuje się jed­nak, że tę cie­kawą sub­stan­cję można wytwo­rzyć sto­su­jąc jako jeden z surow­ców… zużyte ręka­wiczki jed­no­ra­zowe, co opi­szę dalej. Opi­sana syn­teza jest eta­powa, a jej zwieńcze­niem będzie wytwo­rze­nie wspom­nia­nego związku che­mi­lu­mi­ne­scen­cyj­nego.

Zapra­szam Sza­now­nego Czy­tel­nika do pow­tórze­nia opi­sa­nych doświad­czeń. Chcę jed­nak sta­now­czo zazna­czyć, że jest przy tym konieczna zdrowa doza ostrożn­o­ści, ponie­waż będziemy pra­co­wać z sub­stan­cjami w różny spo­sób nie­bez­piecz­nymi, zarówno żrącymi i drażn­iącymi (kwasy, zasady, nad­tle­nek wodoru), jak i tok­sycz­nymi oraz gwałt­ow­nie rea­gu­jącymi. Konieczne są nor­mal­nie środki och­rony oso­bi­stej. Radzę także prze­strze­gać wszyst­kich poda­nych w tek­ście wska­zówek.

Etap I – Otrzy­my­wa­nie bez­wod­nika fta­lo­wego

Roz­po­czy­na­jąc naszą pracę musimy zgro­ma­dzić sub­stan­cje takie jak:

Jed­no­ra­zowe ręka­wiczki winy­lowe (Fot.1) trak­tu­jemy w tym przy­padku jako odczyn­nik, suro­wiec wyj­ściowy do pro­duk­cji pożąda­nej przez nas sub­stan­cji.

Fot.1 – Jed­no­ra­zowa ręka­wiczka winy­lowa

Co prawda, potrzebna ilość jest dosyć spora – z powodu nie­wiel­kiej zawar­to­ści poszu­ki­wa­nego sub­stratu – ale ręka­wiczki są sto­sun­kowo tanie. Dodat­kowo, nie muszą być to ręka­wiczki nowe, wprost z opa­ko­wa­nia. Opi­saną tu pro­ce­durę prze­pro­wa­dzi­łem z wyko­rzy­sta­niem ręka­wi­czek zuży­tych pod­czas nor­mal­nych prac w labo­ra­to­rium, zbie­ra­nych przez dłuższy czas w prze­zna­czo­nym do tego pojem­niku. Oczy­wi­ście, należy przy tym pamiętać, aby wyko­rzy­stane ręka­wiczki nie były zanie­czysz­czone sil­nie tok­sycz­nymi che­mi­ka­liami. Myślę też, że tego typu ponowne wyko­rzy­sta­nie odpa­dów ma walor edu­ka­cyjny w zakre­sie eko­lo­gii. W każdym razie, ręka­wiczki wypłu­kano dwu­krot­nie w wodzie i wysu­szono, po czym pocięto na nie­wiel­kie frag­menty.

Fot.2 – Pocięte ręka­wiczki

Potrzebna do prze­two­rze­nia ilość surowca jest na tyle duża, że warto podzie­lić ją na mniej­sze por­cje – ja jed­no­ra­zowo wyko­rzy­sta­łem około 167g pociętych ręka­wi­czek, wrzu­ca­jąc je do kolby okrągło­den­nej i zale­wa­jąc około 800cm3 alko­holu izo­pro­py­lo­wego C3H7OH po czym ogrze­wa­jąc do wrze­nia pod chłod­nicą zwrotną w ciągu 2 godzin (Fot.3). Cały pro­ces pow­tórzy­łem więc trzy­krot­nie.

Zdaję sobie sprawę, że ilość potrzeb­nego alko­holu jest dosyć spora, ale po prze­two­rze­niu każdej por­cji surowca, roz­pusz­czal­nik może zostać odde­sty­lo­wany z mie­sza­niny pore­ak­cyj­nej i wyko­rzy­stany ponow­nie.

Fot.3 – Wrząca mie­sza­nina reak­cyjna

Two­rzywo sztuczne, z którego wyko­nane są ręka­wiczki winy­lowe samo w sobie jest twarde i kru­che. Aby nadać mu ela­stycz­ność sto­suje się dodatki różn­o­rod­nych spe­cy­ficz­nych sub­stan­cji, czyli tak zwa­nych pla­sty­fi­ka­to­rów. Korzyst­nie dla nas jedną z czę­ściej wyko­rzy­sty­wa­nych sub­stan­cji tego typu jest ester kwasu fta­lo­wego, a dokład­niej fta­lan di(2-ety­lo­hek­sylu) C24H38O4 (Rys.1) [6]. Zazna­czę jed­nak, że zda­rzają się także inne pla­sty­fi­ka­tory, w tym bez udziału fta­la­nów – wtedy należy poszu­kać innego surowca.

Ilustracja
Rys.1 – Wzór struk­tu­ralny fta­lanu di(2-ety­lo­hek­sylu)

Po upły­wie wspom­nia­nego czasu należy oziębić mie­sza­ninę i zlać płyn zawie­ra­jący między innymi pla­sty­fi­ka­tor, odrzu­ca­jąc stałe pozo­sta­ło­ści two­rzywa sztucz­nego. Płyn zada­jemy następ­nie około 33g wodo­ro­tlenku sodu roz­pusz­czo­nymi w 800cm3 wody desty­lo­wa­nej (w tym cza­sie często jest zau­wa­żalne wyraźne zmęt­nie­nie mie­sza­niny, vide Fot.4), po czym ogrze­wamy ponow­nie do wrze­nia pod chłod­nicą zwrotną w cza­sie jed­nej godziny.

Fot.4 – Zmęt­nie­nie

Na tym eta­pie ma miej­sce hydro­liza estru w śro­do­wi­sku zasa­do­wym. Po och­ło­dze­niu i pozo­sta­wie­niu mie­sza­niny w spo­koju docho­dzi szybko do wyraźn­ego roz­dzie­le­nia faz (Fot.5). Dolna faza wodna zawiera potrzebną sub­stan­cję, zaś górna alko­ho­lowa pozo­stałe pro­dukty reak­cji (w tym izo­pro­pa­nol, który możemy odzy­skać do ponow­nego wyko­rzy­sta­nia).

Fot.5 – Roz­dzie­lona mie­sza­nina

Dolną fazę odzy­sku­jemy w roz­dzie­la­czu i następ­nie zada­jemy 84cm3 stężo­nego kwasu chlo­ro­wo­do­ro­wego, po czym sch­ła­dzamy w lodówce. Dzia­ła­nie tego moc­nego kwasu powo­duje wytrące­nie bia­łych krysz­tałków wol­nego kwasu fta­lo­wego C8H6O4(Fot.6, Rys.2) z jego soli.

Fot.6 – Wydzie­lony kwas fta­lowy
Ilustracja
Rys.2 – Wzór struk­tu­ralny kwasu fta­lo­wego

Nie­stety, tak uzy­skany kwas fta­lowy jest dosyć sil­nie zanie­czysz­czony. Możemy go jed­nak łatwo oczy­ścić. Wystar­czy odsączyć i wysu­szyć uzy­skaną sub­stan­cję, a następ­nie prze­nieść ją na dno dużej, wyso­kiej zlewki, którą nakry­wamy kolbą okrągło­denna z zimną wodą. Po ogrza­niu kwas fta­lowy prze­ksz­tałca się do swo­jego bez­wod­nika C8H4O3 (Rys.3).

Ilustracja
Rys.3 – Wzór struk­tu­ralny bez­wod­nika fta­lo­wego

W pod­wyższo­nej tem­pe­ra­tu­rze bez­wod­nik fta­lowy sub­li­muje, po czym zestala się w kon­tak­cie z zimną powierzch­nią kolby. W ten spo­sób możemy zebrać już bar­dzo czy­ste, olśnie­wa­jąco białe krysz­tały tego związku w for­mie deli­kat­nych igie­łek (Fot.7).

Fot.7 – Czy­sty kwas fta­lowy

Uzy­ska­łem 31,2g oczysz­czo­nego bez­wod­nika fta­lo­wego, który został wyko­rzy­stany do dal­szej syn­tezy. Trudno w tym przy­padku mówić o rze­czy­wi­stej wydaj­no­ści pro­cesu, ponie­waż pro­ble­ma­tyczne jest uzy­ska­nie infor­ma­cji o począt­ko­wej zawar­to­ści pla­sty­fi­ka­tora w ręka­wicz­kach. Możemy stwier­dzić jed­nak, że uzy­skana sub­stan­cja sta­nowi około 6,2% maso­wych surowca wyj­ścio­wego. Jest to oczy­wi­ście nie­wiele, ale bio­rąc pod uwagę fakt, że związek ten otrzy­ma­li­śmy z odpa­dów, uży­wa­jąc do tego dodat­kowo tanich i łatwo­do­stęp­nych sub­stan­cji pomoc­ni­czych, gra wydaje się być warta świeczki.

Etap II – Od bez­wod­nika fta­lo­wego do kwasu 3-nitro­fta­lo­wego

W tym eta­pie syn­tezy naszym celem jest wpro­wa­dze­nie grupy nitro­wej −NO2 do cząsteczki bez­wod­nika fta­lo­wego, a także uzy­ska­nie odpo­wied­niego kwasu. W tym celu w kol­bie stożk­o­wej umie­śćmy 30g suchego bez­wod­nika fta­lo­wego, po czym – ciągle mie­sza­jąc, aby unik­nąć zbry­le­nia – dodajmy 28,5cm3 stężo­nego kwasu azo­to­wego(V) HNO3. Po dokład­nym roz­pro­wa­dze­niu sub­stan­cji sta­łej w cie­czy roz­po­czy­namy powolne wpro­wa­dza­nie do mie­sza­niny 28,5cm3 stężo­nego kwasu siar­ko­wego(VI) H2SO4 – pro­ces ten jest egzo­ter­miczny, trzeba więc zwra­cać uwagę, by nie doszło do nie­kon­tro­lo­wa­nego wrze­nia. Pod­czas wkra­pla­nia kwasu konieczne jest inten­sywne mie­sza­nie, ale musimy uwa­żać, aby nie roz­pry­ski­wać żrącego płynu. Począt­kowo trudno zau­wa­żyć jakie­kol­wiek oznaki zacho­dze­nia reak­cji, ponie­waż uzy­sku­jemy po pro­stu zawie­sinę bia­łej sub­stan­cji kry­sta­licz­nej w mie­sza­ni­nie kwa­sów (Fot.8).

Fot.8 – Mie­sza­nina gotowa do reak­cji nitro­wa­nia

Przy­go­to­waną mie­sza­ninę wsta­wiamy do łaźni wod­nej o tem­pe­ra­tu­rze bli­skiej 100°C. Szczęśli­wie dla nas, w tym przy­padku reak­cja nitro­wa­nia prze­biega zwy­kle raczej spo­koj­nie, co jed­nak nie ozna­cza, że możemy zanie­chać środ­ków ostrożn­o­ści. Już po chwili ogrze­wa­nia staną się widoczne bru­natne tlenki azotu wydzie­la­jące się z mie­sza­niny (Fot.9). Są one sil­nie tok­syczne, więc reak­cja musi być pro­wa­dzona pod BAR­DZO wydaj­nie dzia­ła­jącym wyciągiem lub na zew­nątrz.

Fot.9 – Mie­sza­nina pod­czas pro­cesu nitro­wa­nia;
sita mole­ku­larne w łaźni wod­nej jako ewen­tu­alne zarodki wrze­nia

Ogrze­wa­nie musimy pro­wa­dzić w cza­sie 2 godzin, po czym ostu­dzić mie­sza­ninę i wlać ją powoli (pro­ces egzo­ter­miczny, ciągle mie­szać!) do około 70cm3 wody desty­lo­wa­nej. Na dnie naczy­nia zbie­rze się osad pro­duktu (Fot.10).

Fot.10 – Pro­dukt reak­cji

Myślę, że warto tutaj nad­mie­nić, że w cza­sie nitro­wa­nia bez­wod­nika kwasu fta­lo­wego w poda­nych warun­kach docho­dzi do pow­sta­nia dwóch izo­me­rów kwasu nitro­fta­lo­wego (odpo­wied­nie bez­wod­niki przy­łączają w między­cza­sie wodę), a mia­no­wi­cie 3-nitro­fta­lo­wego (Rys.4A) i 4-nitro­fta­lo­wego (Rys.4B).

Ilustracja
Rys.4 – Izo­mery kwasu; A - kwas 3-nitro­fta­lowy, B - kwas 4-nitro­fta­lowy

Sub­stan­cje te dosyć łatwo roz­dzie­lić, ponie­waż różnią się wyraźnie roz­pusz­czal­no­ścią: izo­mer z grupą nitrową przy­łączoną w pozy­cji trze­ciej jest dużo sła­biej roz­pusz­czalny niż izo­mer 4-nitro, a więc to wła­śnie ten pierw­szy wydzie­lił się z roz­tworu w postaci osadu. Osad ten wystar­czy następ­nie kil­ku­krot­nie prze­myć zimną wodą, a potem prze­kry­sta­li­zo­wać z niej na gorąco i wysu­szyć. Otrzy­muje się w ten spo­sób prak­tycz­nie czy­sty kwas 3-nitro­fta­lowy w postaci bia­łego ciała kry­sta­licz­nego (Fot.11)

Fot.11 – Gotowy kwas 3-nitro­fta­lowy

Uzy­ska­łem 13,2g pożąda­nego kwasu, co sta­nowi wydaj­ność około 31% w prze­li­cze­niu na wyko­rzy­stany bez­wod­nik fta­lowy. Wydaj­ność nie jest wysoka, ale wytłu­ma­cze­niem tego jest fakt, że dru­gim – nie­wy­ko­rzy­sta­nym przez nas i nie ujętym w tych obli­cze­niach – pro­duk­tem jest kwas 4-nitro­fta­lowy.

Etap IIa – Syn­teza siar­czanu hydra­zyny

Aby prze­ksz­tałcić kwas fta­lowy w jego hydra­zyd, musimy doko­nać jego kon­den­sa­cji z hydra­zyną N2H4. Sub­stan­cja ta, nazy­wana też dia­za­nem, to nie­or­ga­niczny związek che­miczny zbu­do­wany z dwóch połączo­nych ze sobą wiąza­niem N–N grup ami­no­wych. Jest to bar­dzo sil­nie tru­jąca, bez­barwna, łatwo­palna, żrąca i higro­sko­pijna ciecz, dymiąca na powie­trzu. Cząsteczka hydra­zyny ma duży moment dipo­lowy, co świad­czy o tym, że występuje ona głów­nie w kon­for­ma­cji gau­che, w której obie grupy ami­nowe są skręcone o kąt ok. 90–95° w sto­sunku do syme­trycz­nej kon­for­ma­cji naprze­ciw­le­głej [7] [8].

Tok­sycz­ność hydra­zyny nie zachęca do pracy z tą sub­stan­cją i do pro­wa­dze­nia jej syn­tezy. Jest jed­nak inny spo­sób: zamiast sto­so­wać wolną hydra­zynę, uży­jemy jej soli: siar­czanu(VI), czy raczej wodo­ro­siar­czanu(VI) hydra­zyny N2H6SO4. W tem­pe­ra­tu­rze nor­mal­nej jest to białe ciało kry­sta­liczne, którym dużo łatwiej i bez­piecz­niej mani­pu­lo­wać niż czy­stą hydra­zyną.

Aby doko­nać syn­tezy wodo­ro­siar­czanu(VI) hydra­zyny potrze­bu­jemy:

Chlo­ran(I) sodu to sub­stan­cja dostępna dla eks­pe­ry­men­ta­tora i nie ma koniecz­no­ści jej zakupu w spe­cja­li­stycz­nym skle­pie che­micz­nym. Związek ten jest skład­ni­kiem wielu środ­ków wybie­la­jących (okre­śla­nych jako chlo­rowe), które znaj­dują zasto­so­wa­nie w domo­wych gospo­dar­stwach. Do doświad­cze­nia możemy zasto­so­wać prak­tycz­nie każdy chlo­rowy wybie­lacz o kon­cen­tra­cji chlo­ranu zbli­żo­nej do poda­nej – naj­lep­sze są te naj­tańsze, ponie­waż nie zawie­rają one dużej ilo­ści inn­nych dodat­ków.

Mocz­nik, znany także jako kar­ba­mid, to związek orga­niczny o fun­da­men­tal­nym zna­cze­niu w bio­lo­gii i che­mii. Jest pro­duk­tem prze­miany mate­rii orga­ni­zmów, zwłasz­cza w wyniku meta­bo­li­zmu bia­łek. Mocz­nik jest także pow­szech­nie sto­so­wany w prze­my­śle che­micz­nym, rol­ni­czym oraz far­ma­ceu­tycz­nym. W rol­nic­twie, jako nawóz azo­towy, ma klu­czowe zna­cze­nie dla wzro­stu i wydaj­no­ści roślin. W prze­my­śle far­ma­ceu­tycz­nym wyko­rzy­sty­wany jest m.in. w pro­duk­cji leków oraz kosme­ty­ków. Ponadto, w labo­ra­to­riach medycz­nych pełni funk­cję wskaźn­ika funk­cjo­no­wa­nia nerek, co spra­wia, że jest nie­zmier­nie istot­nym ele­men­tem w dia­gno­styce medycz­nej. W warun­kach nor­mal­nych ma postać bia­łych krysz­ta­łów.

Przy­stępu­jąc do syn­tezy musimy sch­ło­dzić w dużym naczy­niu 500cm3 roz­tworu pod­ch­lo­rynu. Naj­lep­sza w tym celu jest kąpiel lodowa, ponie­waż na pierw­szym eta­pie syn­tezy konieczne jest utrzy­my­wa­nie tem­pe­ra­tury zbli­żo­nej do 8°C (Fot.12).

Fot.12 – Roz­twór pod­ch­lo­rynu chło­dzony w łaźni lodo­wej

Ważne jest aby pojem­ność naczy­nia była dużo więk­sza niż cie­czy, ponie­waż w cza­sie reak­cji może docho­dzić do sil­nego pie­nie­nia się.

Następ­nie do ciągle mie­sza­nego roz­tworu doda­jemy powoli, małymi por­cjami 32g wodo­ro­tlenku sodu, ciągle utrzy­mu­jąc tem­pe­ra­turę na zada­nym pozio­mie – w żad­nym momen­cie nie powinna ona wyraźnie prze­kro­czyć 10-15°C, ponie­waż spo­wo­duje to gwałt­owne przy­spie­sze­nie roz­kładu pod­ch­lo­rynu.

Osobno przy­go­to­wu­jemy roz­twory:

W obu przy­pad­kach dokładne roz­pusz­cze­nie sub­stan­cji może wyma­gać ogrza­nia roz­two­rów, które następ­nie łączymy i deli­kat­nie chło­dzimy.

Usu­wamy kąpiel lodową i do och­ło­dzo­nego do 8°C (ta tem­pe­ra­tura jest odpo­wied­nia, nie jest celowe sil­niej­sze chło­dze­nie) wle­wamy naraz całą objętość roz­tworu mocz­ni­kowo-żela­ty­no­wego, po czym naczy­nie przy­kry­wamy – konieczne jest jed­nak ciągłe i bar­dzo silne mie­sza­nie, więc mie­sza­dło magne­tyczne jest w tym przy­padku wręcz ide­al­nym roz­wiąza­niem. Roz­twór zmie­nia w tym cza­sie barwę na żółt­awą oraz męt­nieje – pow­stają przy tym duże ilo­ści ulat­nia­jącego się gazu.

W tym cza­sie w ukła­dzie reak­cyj­nym docho­dzi do bar­dzo inte­re­su­jącego pro­cesu, jakim jest prze­gru­po­wa­nie Hof­manna. Jest to reak­cja che­miczna, w której pierw­szo­rzędowe amidy ule­gają prze­ksz­tałc­e­niu do pierw­szo­rzędo­wych amin o łańc­u­chu węglo­wym krót­szym o jeden atom węgla, przy czym zostaje uwol­niony także dwu­tle­nek węgla CO2 [9] [10]. Bar­dzo ważne jest przy­kry­cie naczy­nia i pro­wa­dze­nie reak­cji pod wyciągiem lub na zew­nątrz, ponie­waż docho­dzi do uwol­nie­nia nie­wiel­kich ilo­ści par hydra­zyny.

Warto wspom­nieć kilka słów o roli żela­tyny, ponie­waż jest ona tutaj klu­czowa. Prze­gru­po­wa­nie Hof­manna jest pro­ce­sem bar­dzo czu­łym na zanie­czysz­cze­nie śro­do­wi­ska reak­cji jonami metali. Aby umożl­i­wić reak­cję muszą one zostać spu­łap­ko­wane, do czego wyko­rzy­stuje się związki kom­plek­su­jące takie jak kwas ety­le­no­dia­mi­no­te­tra­oc­towy C10H16N2O8 (wer­se­nowy) i jego sole. Podobne wła­ści­wo­ści ma jed­nak żela­tyna, która oka­zała się całk­o­wi­cie wystar­cza­jąca w tym zasto­so­wa­niu.

Roz­twór mie­szamy aż do momentu, kiedy tempo ewa­ku­a­cji gazu wyraźnie się zmniej­szy, a potem ogrze­wamy do 85°C w cza­sie pięciu minut. Z powodu obni­że­nia roz­pusz­czal­no­ści gazu w pod­wyższo­nej tem­pe­ra­tu­rze z roz­tworu ucho­dzi pozo­stały dwu­tle­nek węgla (Fot.13).

Fot.13 – Pie­nie­nie się mie­sza­niny w wyniku ewa­ku­a­cji gazu

W dal­szej kolej­no­ści ciecz pozo­sta­wiamy do wysty­gnięcia i chło­dzimy do tem­pe­ra­tury 0°C, by potem dodać powoli, kro­plami (na początku bar­dzo deli­kat­nie, potem nieco szyb­ciej) całą objętość kwasu siar­ko­wego(VI). Ostrożn­ość jest konieczna, ponie­waż ma miej­sce wtedy uwal­nia­nie dużych ilo­ści gazu oraz silne pie­nie­nie. Zakwa­sze­nie śro­do­wi­ska począt­kowo powo­duje zobo­jęt­nie­nie wodo­ro­tlenku oraz węglanu sodu, a następ­nie prze­ksz­tałc­e­nie wol­nej hydra­zyny w jej sól, która po och­ło­dze­niu wypada z roz­tworu w postaci bia­łych krysz­tałków (Fot.14).

Fot.14 – Wykry­sta­li­zo­wany wodo­ro­siar­czan(VI) hydra­zyny

Krysz­tały odsączamy, prze­my­wamy małą ilo­ścią lodo­wa­tej wody i pozo­sta­wiamy do wysch­nięcia w tem­pe­ra­tu­rze poko­jo­wej. Pro­dukt jest zanie­czysz­czony nie­wielką ilo­ścią siar­czanu(VI) sodu Na2SO4, ale nie ist­nieje pro­sta metoda dal­szego oczysz­cze­nia soli hydra­zyny z powodu podob­nej roz­pusz­czal­no­ści obu sub­stan­cji w naj­bar­dziej popu­lar­nych roz­pusz­czal­ni­kach. Nie przesz­ko­dzi nam to jed­nak w dal­szej syn­te­zie.

Otrzy­ma­łem 23g soli, co sta­nowi 47,7% w prze­li­cze­niu na wyko­rzy­stane sub­straty. Otrzy­many pro­dukt należy prze­cho­wy­wać w suchych warun­kach, w ciem­no­ści.

Etap IIb – Syn­teza octanu sodu

Następną sub­stan­cją jakiej potrze­bu­jemy na dal­szych eta­pach syn­tezy jest octan sodu. Jest to sól kwasu octo­wego i sodu o wzo­rze che­micz­nym CH3COONa. Jest pow­szech­nie wyko­rzy­sty­wany zarówno w prze­my­śle, jak i gospo­dar­stwach domo­wych. Jego wła­ści­wo­ści spra­wiają, że jest uży­wany jako śro­dek kon­ser­wu­jący oraz regu­la­tor pH. W branży spo­żyw­czej octan sodu pełni rolę kon­ser­wantu, który pomaga utrzy­mać świe­żość i trwa­łość różn­ych pro­duk­tów, takich jak mary­naty, kon­serwy czy prze­twory warzywne. Ponadto, jest rów­nież sto­so­wany w prze­my­śle tek­styl­nym, skórza­nym i papier­ni­czym. Możemy więc powie­dzieć, że octan ten jest związ­kiem o wszech­stron­nym zasto­so­wa­niu, odgry­wa­jąc istotną rolę zarówno w pro­duk­cji prze­my­sło­wej, jak i w codzien­nym życiu.

Octan sodu jest sub­stan­cją sto­sun­kowo łatwo­do­stępną i tanią, ale można go też otrzy­mać wyko­rzy­stu­jąc dwie sub­stan­cje dostępne prak­tycz­nie w każdym domu lub możl­iwe do zaku­pie­nia w skle­pie spo­żyw­czym. Są to:

Zamiast octu, możemy wyko­rzy­stać tzw. esen­cję octową, która jest roz­two­rem kwasu octo­wego o stęże­niu 70-80%, co jest nawet korzyst­niej­sze.

W dużym naczy­niu (ryzyko pie­nie­nia) umiesz­czamy 0,5dm3 octu spi­ry­tu­so­wego, a następ­nie doda­jemy do niego sodu oczysz­czo­nej, póki powo­duje to uwal­nia­nie dużych ilo­ści gazo­wego dwu­tlenku węgla. Należy uni­kać zbyt dużego dodatku wodo­ro­węglanu. W cza­sie zobo­jęt­nia­nia kwasu octo­wego docho­dzi do pow­sta­nia potrzeb­nego nam octanu sodu. By go uzy­skać, roz­twór odpa­ro­wu­jemy tak długo, aż zmęt­nieje i zaczną się wydzie­lać białe krysz­tały (Fot.15).

Fot.15 – Wydzie­lony surowy octan sodu

Teraz w dal­szym ciągu ogrze­wa­jąc doda­jemy do naczy­nia tyle wody, aby po wymie­sza­niu roz­pu­ścić wydzie­lone krysz­tały. W ten spo­sób uzy­sku­jemy kla­rowny roz­twór, który szybko prze­sączamy na gorąco do czy­stego naczy­nia, nakry­wamy i pozo­sta­wiamy do wysty­gnięcia.

Przy oka­zji dal­szych prac warto zaob­ser­wo­wać cie­kawe wła­ści­wo­ści octanu sodu. Oka­zuje się, że możemy och­ło­dzić kla­rowny, nasy­cony roz­twór tej sub­stan­cji, przy czym octan nie ule­gnie zesta­le­niu, cho­ciaż jest on w tem­pe­ra­tu­rze poko­jo­wej cia­łem sta­łym. Pow­staje meta­sta­bilna ciecz prze­ch­ło­dzona, którą możemy następ­nie wytrącić z tego stanu np. poprzez wstrząs lub wpro­wa­dze­nie zarodka kry­sta­li­za­cji w postaci nie­wiel­kiego krysz­tałku sta­łej sub­stan­cji (Fot.16A).

Fot.16 – Szybka kry­sta­li­za­cja prze­ch­ło­dzo­nego roz­tworu octanu sodu;
A – zarod­ni­ko­wa­nie nie­wiel­kim krysz­tałk­iem octanu (0s),
B – początek kry­sta­li­za­cji (2s),
C – cała objętość roz­tworu skry­sta­li­zo­wana (5s)

Efek­towna kry­sta­li­za­cja octanu sodu
film: uzu­pełn­ie­nie autora

Zaob­ser­wu­jemy w ten spo­sób bar­dzo szybki pro­ces kry­sta­li­za­cji trój­wod­nego octanu sodu: strefa kry­sta­li­za­cji roz­prze­strze­nia się wręcz w oczach (Fot.16B) i w ciągu kilku sekund cała objętość cie­czy prze­ksz­tałca się w ciało stałe (Fot.16C). Pro­ces ten jest bar­dzo wido­wi­skowy. Jed­no­cze­śnie do oto­cze­nia zostaje oddane cie­pło prze­miany fazo­wej, co bywa wyko­rzy­sty­wane w wie­lo­ra­zo­wych ogrze­wa­czach dłoni.

Tak uzy­skaną bryłę możemy pokru­szyć, krysz­tały pod­su­szyć i wyko­rzy­stać do dal­szych doświad­czeń (Fot.17). Wydaj­ność reak­cji w tym wypadku prze­kra­cza 90%.

Fot.17 – Krysz­tały octanu sodu

Etap III – Od kwasu 3-nitro­fta­lo­wego do hydra­zydu 3-nitro­fta­lo­wego

Na tym eta­pie przy­da­dzą się nam głów­nie zsyn­te­zo­wane uprzed­nio sub­stan­cje:

Gli­ce­ryna C3H8O3 to orga­niczny związek che­miczny z grupy cukroli; naj­prost­szy trwały alko­hol trój­wo­do­ro­tle­nowy (triol). W warun­kach nor­mal­nych jest syro­po­watą bez­barwną cie­czą, sil­nie higro­sko­pijną. Zasto­so­wa­nie gli­ce­ryny jest bar­dzo sze­ro­kie, od syn­tezy che­micz­nej, przez wyko­rzy­sta­nie jako roz­pusz­czal­nik, aż do prze­my­słu spo­żyw­czego.

W szkla­nym naczy­niu musimy umie­ścić wszyst­kie sub­stan­cje stałe, po czym zalać je 52cm3 wody desty­lo­wa­nej. Che­mi­ka­lia w tem­pe­ra­tu­rze poko­jo­wej nie ule­gają w tym wypadku całk­o­wi­temu roz­pusz­cze­niu, więc zostaje ufor­mo­wana biała zawie­sina (Fot.18).

Fot.18 - Zawie­sina

Mie­sza­ninę następ­nie ogrze­wamy deli­kat­nie, ciągle mie­sza­jąc, aż sub­stan­cje stałe ule­gną roz­pusz­cze­niu, na sku­tek czego pow­sta­nie żółt­awy kla­rowny płyn. Wtedy do roz­tworu wle­wamy wska­zaną objętość gli­ce­ryny (o jak najm­niej­szej zawar­to­ści wody). Lepki żółt­awy roz­twór (Fot.19) musimy dobrze wymie­szać i roz­po­cząć jego powolne ogrze­wa­nie, przy ciągłym kon­tro­lo­wa­niu tem­pe­ra­tury.

Fot.19 – Gli­ce­ro­lowo-wodny roz­twór rea­gen­tów

Po co w roz­two­rze gli­ce­ryna? Oka­zuje się, że reak­cja kon­den­sa­cji hydra­zyny (wyzwo­lo­nej in situ ze swo­jej soli) z kwa­sem 3-nitro­fta­lo­wym zacho­dzi wydaj­nie dopiero w tem­pe­ra­tu­rach zna­cząco wyższych od możl­i­wych do uzy­ska­nia w roz­two­rze wod­nym przy nor­mal­nym ciśnie­niu. Gli­ce­ryna pełni tu więc rolę wyso­kow­rzącego śro­do­wi­ska reak­cji. Aby było to jed­nak możl­iwe, musimy z układu usu­nąć pra­wie całą wodę. Tak więc kon­ty­nu­u­jąc ogrze­wa­nie możemy zau­wa­żyć, że w tem­pe­ra­tu­rach z zakresu 100-120°C docho­dzi do sil­nego pie­nie­nia się mie­sza­niny spo­wo­do­wa­nego ucho­dze­niem pary wod­nej. Po usu­nięciu całej wody tem­pe­ra­tura zacz­nie szybko wzra­stać – naszym celem jest utrzy­ma­nie jej w gra­ni­cach 200-220°C w cza­sie pięciu minut. Musimy przy tym uni­kać prze­grza­nia, ponie­waż może to spo­wo­do­wać roz­kład pro­duktu. W tym cza­sie docho­dzi do wytrące­nia dużych ilo­ści brud­no­żółt­ego lub nawet poma­rańczo­wego pro­duktu (Fot.20).

Fot.20 – Postęp reak­cji

Po wska­za­nym cza­sie prze­ry­wamy ogrze­wa­nie, pozwa­lamy mie­sza­ni­nie reak­cyj­nej och­ło­dzić się do kil­ku­dzie­sięciu stopni, a potem mie­sza­jąc zale­wamy ją około 200cm3 wody desty­lo­wa­nej. Stały pro­dukt odsączamy i kil­ku­krot­nie prze­my­wamy zimną wodą celem usu­nięcia roz­pusz­czal­nych zanie­czysz­czeń, po czym suszymy. Tak uzy­skany hydra­zyd 3-nitro­fta­lowy C8H5N3O4 ma postać brud­no­żółt­ego, bez­po­sta­cio­wego proszku (Fot.21). Jego wzór struk­tu­ralny można zoba­czyć na Rys.5.

Fot.21 – Hydra­zyd 3-nitro­fta­lowy
Ilustracja
Rys.5 – Wzór struk­tu­ralny hydra­zydu 3-nitro­fta­lo­wego

Uzy­ska­łem 9,62g hydra­zydu 3-nitro­fta­lo­wego, co daje wydaj­ność ok. 76% w prze­li­cze­niu na wyko­rzy­stany kwas.

Etap IIIa – Dwu­tle­nek tio­mocz­nika

W kolej­nym eta­pie będziemy potrze­bo­wali środka redu­ku­jącego, który pozwoli prze­ksz­tałcić hydra­zyd 3-nitro­fta­lowy do 3-ami­no­fta­lo­wego. Rolę tę może spełnić wiele sub­stan­cji, takich jak np. chlo­rek cyny(II) SnCl2 lub ditio­nian(III) sodu Na2S2O4. Ja jed­nak chciałbym zapro­po­no­wać wyko­rzy­sta­nie innej cie­ka­wej sub­stan­cji, jaką jest dwu­tle­nek tio­mocz­nika CH4N2O2S. Trzeba przy­znać, że jest to nie­ty­powy reduk­tor, ponie­waż otrzy­mamy go w reak­cji utle­nia­nia.

Aby wytwo­rzyć dwu­tle­nek tio­mocz­nika potrze­bu­jemy:

Całą objętość nad­tlenku wodoru umiesz­czamy w meta­lo­wym, np. alu­mi­nio­wym naczy­niu, które wsta­wiamy do łaźni zawie­ra­jącej mie­sza­ninę chło­dzącą (lód z chlor­kiem sodu), po czym usta­wiamy na mie­sza­dle magne­tycz­nym (Fot.22A).

Fot.22 – Syn­teza dwu­tlenku tio­mocz­nika;
A – sch­ło­dzony nad­tle­nek, B – pow­sta­jący biały pro­dukt

Następ­nie roz­po­czy­namy doda­wa­nie do mie­sza­niny tio­mocz­nika, ale robimy to bar­dzo powoli i naprawdę nie­wiel­kimi por­cjami. Reak­cja ta jest eks­tre­mal­nie egzo­ter­miczna, a powy­żej 20°C zaczyna zacho­dzić pra­wie wybu­chowo – dla­tego klu­czowe jest bar­dzo wydajne odpro­wa­dza­nie ener­gii ciepl­nej z układu reak­cyj­nego. Jaki będzie efekt, jeśli zanie­chamy tego środka ostrożn­o­ści? Można się o tym prze­ko­nać spo­gląda­jąc na Fot.23 (i nagra­nie video, przyp.aut.). Jak widać, przy braku chło­dze­nia nawet w przy­padku małych ilo­ści sub­stra­tów, mie­sza­nina zaczyna bar­dzo gwałt­ow­nie wrzeć natych­miast po kon­tak­cie tio­mocz­nika z utle­nia­czem, a wokół rospry­skuje się gorąca i sil­nie żrąca ciecz. Przy inten­syw­nym chło­dze­niu (<20°C), powol­nym doda­wa­niu tio­mocz­nika i sil­nym mie­sza­niu reak­cja zacho­dzi spo­koj­nie [11].

Fot.23 – Efekt egzo­ter­miczny reak­cji utle­nia­nia tio­mocz­nika nad­tlen­kiem wodoru;
A – 5cm3 nad­tlenku wodoru 30% w zlewce,
B – po doda­niu tio­mocz­nika, widoczne gwałt­owne wrze­nie i roz­prysk mie­sza­niny

Gwałt­owne utle­nia­nie tio­mocz­nika nad­tlen­kiem wodoru (ujęcia z szyb­kiej kamery)
film: uzu­pełn­ie­nie autora

W trak­cie doda­wa­nia kolej­nych por­cji pochod­nej mocz­nika możemy zau­wa­żyć, że z roz­tworu zaczyna się wytrącać białe ciało stałe (Fot.22B). Po doda­niu cało­ści mie­sza­nie kon­ty­nu­u­jemy jesz­cze 30 minut, a następ­nie osad odsączamy oraz prze­my­wamy nie­wielką ilo­ścią zim­nej wody, po czym suszymy i prze­cho­wu­jemy w ciem­no­ści.

W opi­sany spo­sób otrzy­ma­łem 20,4g dwu­tlenku tio­mocz­nika, co sta­nowi w przy­bli­że­niu 76% wydaj­no­ści teo­re­tycz­nej.

Etap IV – Od hydra­zydu 3-nitro­fta­lo­wego do hydra­zydu 3-ami­no­fta­lo­wego (lumi­nolu)

Ostat­nim eta­pem syn­tezy jest reduk­cja grupy nitro­wej hydra­zydu 3-nitro­fta­lo­wego do ami­no­wej i tym samym uzy­ska­nie lumi­nolu. Przy­go­tujmy więc:

Hydra­zyd 3-nitro­fta­lowy roz­pusz­czamy w 105cm3 wody amo­nia­kal­nej NH3(aq) o stęże­niu 4,5M uzy­sku­jąc ciem­no­czer­wony roz­twór (Fot.24).

Fot.24 – Roz­twór hydra­zydu 3-nitro­fta­lo­wego w wodzie amo­nia­kal­nej

Do roz­tworu doda­jemy następ­nie inten­syw­nie mie­sza­jąc dwu­tle­nek tio­mocz­nika. Ciecz deli­kat­nie się ogrzewa, a jej barwa ulega roz­ja­śnie­niu (Fot.25). Jedo­cze­śnie z roz­tworu uwol­niają się duże ilo­ści gazo­wego amo­niaku, więc pro­ces trzeba pro­wa­dzić pod wyciągiem lub na zew­nątrz.

Fot.25 – Po reduk­cji

Po doda­niu całej ilo­ści reduk­tora roz­twór ogrze­wamy do tem­pe­ra­tury 80-90°C w cza­sie 30 minut, po czym chło­dzimy. Ma to na celu umożl­i­wie­nie rea­gen­tom jak naj­do­kład­niej­sze prze­re­a­go­wa­nie.

Aby wytrącić pow­stały pro­dukt musimy zobo­jęt­nić, a następ­nie bar­dzo deli­kat­nie zakwa­sić roz­twór kwa­sem chlo­ro­wo­do­ro­wym. Robimy to powoli, doda­jąc kwas małymi por­cjami, ponie­waż zbyt­nie obni­że­nie pH nie jest korzystne. Łatwo zau­wa­żymy moment, kiedy z roz­tworu wytrąci się żółty osad hydra­zydu 3-ami­no­fta­lo­wego (Fot.26).

Fot.26 – Wytrąca­jący się hydra­zyd 3-ami­no­fta­lowy

Osad trzeba odsączyć i kil­ku­krot­nie prze­płu­kać więk­szą ilo­ścią wody desty­lo­wa­nej, co nie wpro­wa­dza zna­czących strat z powodu bar­dzo małej roz­pusz­czal­no­ści pro­duktu w czy­stej wodzie. Hydra­zyd możemy oczy­ścić przez rekry­sta­li­za­cję, ale nie jest to konieczne, ponie­waż jego czy­stość jest wystar­cza­jąca do więk­szo­ści zasto­so­wań. Ma on postać żółt­ego proszku (Fot.27).

Fot.27 – Finalny pro­dukt: lumi­nol

Otrzy­ma­łem 5,4g hydra­zydu 3-ami­no­fta­lo­wego (lumi­nolu) w postaci chlo­ro­wo­dorku C8H7N3O2·HCl (Rys.6), co sta­nowi 54% w prze­li­cze­niu na wyko­rzy­stany hydra­zyd 3-nitro­fta­lowy.

Ilustracja
Rys.6 – Wzór struk­tu­ralny lumi­nolu

Lumi­nol należy prze­cho­wy­wać w ciem­no­ści – jego trwa­łość jest wtedy naprawdę duża.

Che­mi­lu­mi­ne­scen­cja lumi­nolu

Lumi­nol wyka­zuje che­mi­lu­mi­ne­scen­cję zarówno w roz­two­rach wod­nych, jak i w wielu roz­pusz­czal­ni­kach orga­nicz­nych, takich jak dime­ty­lo­for­ma­mid C3H7NO oraz dime­ty­lo­sul­fo­tle­nek C2H6OS. W lite­ra­tu­rze możemy zna­leźć wiele prze­pi­sów na bar­dzo inte­re­su­jące reak­cje z wyko­rzy­sta­niem wła­ści­wo­ści che­mi­lu­mi­ne­scen­cyj­nych lumi­nolu. Aby wypróbo­wać otrzy­maną przez nas sub­stan­cję pro­po­nuję wyko­rzy­stać jedną z naj­prost­szych recep­tur:

A: 0,2g lumi­nolu i 3g wodo­ro­tlenku sodu w 50cm3 wody desty­lo­wa­nej, tuż przed eks­pe­ry­men­tem dodać 5cm3 nad­tlenku wodoru 3% (aptecz­nej wody utle­nio­nej)
B: 0,5g hek­sa­cy­ja­no­że­la­zianu(III) potasu K3[Fe(CN)6] w 10cm3 wody desty­lo­wa­nej

Po zmie­sza­niu obu roz­two­rów jeste­śmy świad­kiem emi­sji jasnego nie­bie­skiego świa­tła, co - mimo dosyć szyb­kiego zaniku efektu - dostar­cza szcze­gól­nych wra­żeń.

Fot.28 – Che­mi­lu­mi­ne­scen­cja lumi­nolu;
A – roz­twór che­mi­lu­mi­no­foru i utle­nia­cza,
B – po zmie­sza­niu dwóch roz­two­rów, widoczna emi­sja nie­bie­skiego świa­tła

Reak­cja che­mi­lu­mi­ne­scen­cyjna lumi­nolu
film: uzu­pełn­ie­nie autora

Na czas oraz inten­syw­ność emi­sji świa­tła ma wpływ zarówno skład roz­two­rów, jak i wyko­rzy­stany roz­pusz­czal­nik.

Wyja­śnie­nie

Reak­cja che­mi­lu­mi­ne­scen­cji w tym przy­padku zacho­dzi eta­powo. W zasa­do­wym roz­two­rze lumi­nol dyso­cjuje do postaci dwu­u­jem­nego anionu. Jest to jed­nak bar­dziej skom­pli­ko­wane niż się wydaje, ponie­waż ma miej­sce tutaj tau­to­me­ria keto-eno­lowa: na dro­dze dyso­cja­cji oma­wia­nego hydra­zydu pow­stają dwie różn­iące się budową i roz­miesz­cze­niem ładunku ujem­nego formy: keto­nowa, gdzie ładu­nek ujemny jest zlo­ka­li­zo­wany na ato­mach azotu, oraz eno­lowa, w której ładu­nek ten jest zgro­ma­dzony na ato­mach tlenu. Obie formy ist­nieją w sta­nie rów­no­wagi dyna­micz­nej, w spo­sób ciągły prze­cho­dząc jedna w drugą, ale dal­szym reak­cjom ulega forma eno­lowa, jako mniej sta­bilna che­micz­nie. Zostaje ona utle­niona przez nad­tle­nek wodoru, co jest kata­li­zo­wane dodat­kiem hek­sa­cy­ja­no­że­la­zianu(III) potasu. Pro­duk­tem jest w tym przy­padku cykliczny nad­tle­nek. Z racji ist­nie­nia w jego struk­tu­rze mostka nad­tlen­ko­wego związek ten jest bar­dzo nie­twały. Docho­dzi do spon­ta­nicz­nego roz­padu, czego pro­duk­tem jest cząsteczka azotu oraz 3-ami­no­fta­lan w sta­nie wzbu­dzo­nym, który z punktu widze­nia ter­mo­dy­na­miki jest nie­sta­bilny, a więc docho­dzi do spon­ta­nicz­nego przej­ścia do stanu pod­sta­wo­wego. Zgod­nie z zasadą zacho­wa­nia nad­wyżka ener­gii zostaje wypro­mie­nio­wana do śro­do­wi­ska pod posta­cią pro­mie­nio­wa­nia elek­tro­ma­gne­tycz­nego, w tym przy­padku o dłu­go­ści fali odpo­wia­da­jącej świa­tłu nie­bie­skiemu.

Lumi­nol znaj­duje zasto­so­wa­nie także poza dydak­tyką, np. w kry­mi­na­li­styce do wstęp­nego wykry­wa­nia śla­dów krwi na miej­scu zbrodni, ale też m.in. w ana­li­zie che­micz­nej.


Lite­ra­tura:

Wszyst­kie foto­gra­fie i rysunki zostały wyko­nane przez autora

W powyższym tek­ście doko­nano nie­wiel­kich zmian edy­tor­skich w sto­sunku do wer­sji opu­bli­ko­wa­nej w  cza­so­pi­śmie, w celu uzu­pełn­ie­nia i lep­szego przy­sto­so­wa­nia do pre­zen­ta­cji na stro­nie inter­ne­to­wej.

Uzu­pełn­ie­nie autora

Che­mi­lu­mi­ne­scen­cja lumi­nolu jest tak efek­tow­nym zja­wi­skiem, że warto je wyko­rzy­sty­wać w cza­sie zajęć np. do uatrak­cyj­nie­nia prze­ka­zy­wa­nia tre­ści związa­nych z prze­mia­nami ener­ge­tycz­nymi na pozio­mie mole­ku­lar­nym.




Che­mi­lu­mi­ne­scen­cja lumi­nolu - zasto­so­wa­nie sta­łego kata­li­za­tora

Dosyć mało znana i rzadko wyko­rzy­sty­wana zdaje się możl­i­wość trans­feru ener­gii w cza­sie che­mi­lu­mi­ne­scen­cji lumi­nolu na obecne w roz­two­rze cząsteczki barw­nika flu­o­re­scen­cyj­nego, np. flu­o­re­sce­iny C20H12O5. Barwa emi­to­wa­nego świa­tła zmie­nia się wtedy na cha­rak­te­ry­styczną dla tej sub­stan­cji.


Zie­lona che­mi­lu­mi­ne­scen­cja lumi­nolu utle­nia­nego w roz­two­rze z dodat­kiem flu­o­re­sce­iny

Co cie­kawe, kata­li­za­to­rem reak­cji utle­nia­nia lumi­nolu mogą być także związki innych metali, np. mie­dzi Cu.


Che­mi­lu­mi­ne­scen­cja lumi­nolu na powierzchni mie­dzia­nego drutu w obec­no­ści jonów amo­no­wych

Możl­iwe jest także wyko­rzy­sta­nie lumi­nolu jako che­mi­lu­mi­ne­scen­cyj­nego wskaźn­ika w reak­cjach oscy­la­cyj­nych.




Che­mi­lu­mi­ne­scen­cyjna reak­cja oscy­la­cyjna

Przy­kłady te oczy­wi­ście nie wyczer­pują możl­i­wo­ści związa­nych z edu­ka­cyj­nym i nau­ko­wym wyko­rzy­sta­niem lumi­nolu, zachęcam więc do samo­dziel­nych eks­pe­ry­men­tów.

Marek Ples

Aa